Strona 7 z 8

Re: Doświadczenia z wojny na Ukrainie

: sob 04 paź 2025, 18:56
autor: Ramzan Szimanow
Tłumaczenie ukraińskiego tekstu z portalu x.

„Jestem ochotnikiem-trenerem i doradcą bojowym na Ukrainie od ponad trzech i pół roku. W tym czasie widziałem, jak jednostka za jednostką przechodziła przez zagraniczne ośrodki szkoleniowe, tylko po to, by wrócić i przejść gruntowne przeszkolenie przed wyjazdem na misje.

Osobiście musiałem przekwalifikować całe pododdziały liczące po 120 ludzi na prośbę ich dowódców, ponieważ szkolenie, jakie otrzymali za granicą, było nieskuteczne.

Prawda jest taka, że ​​zagraniczne ośrodki wyglądają imponująco na papierze, ale nie dostarczają żołnierzy gotowych do walki.
Zbyt często instruktorzy, którzy je prowadzą, nie mają doświadczenia bojowego, jakie mają ukraińscy instruktorzy, którzy walczą w tej wojnie od 2014 roku.

Ironią jest to, że najlepsi, najbardziej zaprawieni w boju instruktorzy Ukrainy nie uczą w tych obozach, co widać po rezultatach.
Żołnierze wracają bez podstawowych umiejętności, z brakiem pewności siebie w ćwiczeniach bojowych, opiece nad rannymi, a nawet spójności na poziomie plutonu.

Drogą naprzód nie jest dalsze eksportowanie Ukraińców na szkolenia, lecz bezpośrednie inwestowanie w ukraiński system szkoleniowy. Dziesiątki tysięcy dolarów, które wydajemy na wysłanie jednego żołnierza za granicę, powinny zostać wykorzystane na Ukrainie, budując trwałe możliwości i potencjał szkoleniowy.

Kiedy inwestycja pozostaje na miejscu, ukraińscy instruktorzy zyskują niezbędne narzędzia, poligony, systemy symulacyjne i amunicję, a infrastruktura szkoleniowa staje się coraz silniejsza z każdą rotacją.
W ten sposób budujemy siły, które mogą się same szkolić, utrzymywać i prezentować siłę bojową natychmiast – a nie miesiącami później.

Powinniśmy szkolić ukraińskich instruktorów, aby szkolili Ukraińców, i budować ich system szkoleniowy na bardzo wysokim poziomie, aby wiedza i umiejętności pozostały u nas na stałe.

Darczyńcy i partnerzy NATO powinni powiązać finansowanie z mierzalnymi rezultatami, opartymi na rzeczywistych standardach ukraińskiego pola walki – a nie tylko na liczbie uczestników.

Standardami powinny być wyniki strzelań ostrą amunicją, standardy opieki nad poszkodowanymi, zatwierdzone ćwiczenia taktyczne i udokumentowane przeglądy po akcji.
Jeśli ośrodek szkoleniowy nie jest w stanie im sprostać, finansowanie powinno zostać przekazane na programy krajowe, które mogą to zrobić.

Ostatecznie - wysyłanie żołnierzy za granicę na szkolenia to nagłówki gazet, a nie siła bojowa. Inwestowanie w Ukrainie buduje jednak długoterminowy potencjał, produkuje odpowiednio wyszkolonych żołnierzy i wzmacnia zdolność Ukrainy do walki na własnych warunkach.
Na tym właśnie polega różnica między szkoleniem, które wygląda dobrze, a szkoleniem, które wygrywa wojny.

Większość europejskich jednostek na poziomie kompanii po prostu nie musiała codziennie używać dronów termowizyjnych o wadze od jednego do dwóch kilogramów, tak jak robią to jednostki tutaj; szczera odpowiedź dla wielu z nich brzmi prawdopodobnie „żadnego”.

Oznacza to również brak praktycznego doświadczenia w korzystaniu z lekkich bezzałogowych statków powietrznych jako rutynowego narzędzia wywiadowczego i rozpoznawczego, z elastycznymi systemami radiowymi, które można przeprogramować w terenie, a także z szybkim cyklem innowacji na ziemi, jakiego wymaga ta walka.

To nie jest obraza – to luka, którą można załatać. Jeśli nie wiedzą, czas się uczyć. Ukraińcy dysponują teraz praktyczną wiedzą: potrafią pokazać, jak skutecznie obsługiwać małe drony termiczne, korzystać z adaptowalnych radiotelefonów i iterować taktykę i sprzęt pod ostrzałem.
Przygotowanie się do przyszłych walk – a nie powtarzanie wczorajszych schematów – wygrywa bitwy.

Gdybym mógł dać jedną radę, brzmiałaby ona: przyjdźcie z pokorą i chęcią zmiany.
Zaproście ukraińskich ekspertów i posłuchajcie ich.
Przestańcie zakładać, że zewnętrzne sojusze czy centrale wiedzą lepiej – to tutaj, to ludzie walczący każdego dnia wiedzą lepiej.

Ukraińskie zespoły będą uczyć was tego, co wiedzą, ale partnerzy muszą być gotowi na dostosowanie doktryny i wyeliminowanie barier instytucjonalnych, które hamują innowacje.
Zbyt wiele waszych struktur wciąż karze za drobne błędy a nagradza konformizm; w tym przypadku przetrwanie wymusza improwizację, szybkość i krótkie pętle sprzężenia zwrotnego.

Dlatego trenuj z ukraińskimi ekspertami, zmieniaj swoje systemy i buduj je tak, by pozwolą jednostkom eksperymentować, próbować, popełniać błędy, naprawiać błędy ale iść dalej.
Zrób to, a zniwelujesz różnicę.
Ale załóż, że to ty będziesz uczyć się od Ukraińców.

Slava Ukraini. 🇺🇦

Autor: https://x.com/evo1tactical?s=21&t=hJSTa ... j8pvuNdk0w

Re: Doświadczenia z wojny na Ukrainie

: pt 24 paź 2025, 14:29
autor: Ramzan Szimanow
Za https://www.facebook.com/share/p/1Ct9Ro8HNC/

,,Rosyjskim koniem roboczym w logistyce pierwszej linii (po naszemu: „ostatniej mili”) stał się teraz szybki motocykl o charakterystyce enduro.

Mimo że strefa ta jest nadal łatwym celem dla (dronów) FPV, czas spędzony na jej przemierzaniu na lekkim moto jest zminimalizowany.

Dlatego Ukraińcy błyskawicznie zmienili taktykę minowania i rośnie udział min zawierających raptem 40 gramów środka wybuchowego.
Tak, żeby szybko je zrzucić z drona i żeby niszczyły logistykę „ostaniej mili”

Upraszając: już nawet nie trzeba ganiać dronem za takim motocyklem.

Myślicie pewnie że to żarty. Otóż rosjanie dość dokładnie mapują ukraińskie miny. Ostatnie foto to mapa zdetonowanych mini/min w Krynkach nad Dniestrem. Każda kropka to zdetonowana mina."

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Re: Doświadczenia z wojny na Ukrainie

: wt 04 lis 2025, 12:48
autor: Ramzan Szimanow
Za profilem FB ,,Fortyfikacja Walcząca".


https://www.facebook.com/share/1Cwng1Tmv4/

Linia umocnień na zdjęciu jest nie dokończona.
Spodziewany kierunek natarcia wroga to z południa na północ. (Z dołu na górę.)


,,Ikoną pierwszowojennych walk pozycyjnych jest ciągły, wielorzędowy pas okopów.
Układ linearny pozycji nie był ani nie jest jednak jedynym w jaki można skomponować pozycję umocnioną.
Na ilustracji poniżej rejon Pokrowska na Ukrainie.
Czerwonymi okręgami zaznaczyłem zamknięte punkty oporu, kolorem żółtym - rów przeciwpancerny.
Widać wyraźnie że zamiast ciągłej linii, wykonano szereg pasów (tu cztery) punktowych umocnień, głęboko (tu na 4.5 km) rozbudowanych w głąb.
Co do zasady, taka pozycja jest mało wrażliwa na przełamanie.
Utrata nie tylko jednego ale nawet kilku PO nadal nie oznacza upadku obrony gdyż automatycznie sąsiednie PO tworzą pozycje ryglowe, co komplikuje prowadzenie dalszego natarcia w głąb.

Tyle że same fortyfikacje to jeszcze nie wszystko co jest potrzebne by prowadzić skuteczna obronę."

I jeszcze kilka ciekawych komentarzy opisujących obecne realia walki na froncie.

P L" Fortyfikacja Walcząca A jak jest dostarczane zaopatrzenie i jak są rotowani ludzie w takich izolowanych punktach? No coś tam pewnie można zrzucać z dronów albo naziemnymi pojazdami dosyłać. Ale nie za dużo."

P L ,,A tam nie ma ciągłych rowów strzeleckich między punktami oporu? W górnym prawym kółku jest chyba odcinek takiego rowu."

KZ "Dronami,rotacja w teorii co 2 tygodnie jak pogoda pozwoli,w praktyce miesiąc dwa"

S F "nie,wojna w okopach skończyła się w 2023/początku 24 teraz pozycje to jamy"

R M S "dostawy - dronami?
amunicję?
Posiłki???
WODĘ?❓
(samej wody to- dla drużyny przynajmniej po 20litrów dziennie- chyba że DESZCZ zbierają albo każda drużyna/ punkt oporu ma własne źródełko) 😜
Dronami???
Coś mi się zdaje - że z każdej drużyny to musi ze dwóch ludzi po nocy zaiwaniać i donosić to zaopatrzenie, a choćby i czasem- nawet i ciepłą zupę z kuchni...
pozdrówka- M."

M M ,,Jakiej drużyny,zapomnij wszystkich głupot jakich w WP uczą,tu się dwójkami,trójkami,czwórkami walczy.
Amunicji nie schodzi dużo,większość piechoty rrony nie dopuszczają do pozycji.
Tak dronami,dronami logistycznymi o udźwigu 9-18kg.Oni nam nawet hulajnogi i generatory tak dostarczają.
AJak dron powietrzny nie da rady to zawsze jest naziemny."
,,piesza logistyka to była w 2024 jeszcze,potem już tylko drony.Na pozycji zawsze jest brak wody,jak można pić butelkę dziennie i jeść konserwę to jest dobrze,czasem 48h się nie pije,tydzień nie je,taka jest wojna."
,,jaką zupę,zupka chińska na sucho jak batona,zjesz pół konserwy i zapijesz i ogień."

R M S ,,A ranni? Ja wiem, że można też wsadzić na jakiś pojazd, ale słabo widzę, jak takie coś jedzenie sobie po płaskim polu z rannym, a przeciwnik nawala po tym płaskim polu ze wszystkiego co ma. A to nie jest rok 1914, że był gwizdek i przerwa w bitwie i sanitariusze na spokojnie wynosili ;)"

K Z ,,Ewakuacja rannych nie ma nic wspólnego z tym, co jest przyjęte w naszej doktrynie.
Po pierwsze dla Rosjan ranny to taki sam cel jak każdy inny a personel medyczny to cel priorytetowy.
Każdy zabity medyk czy zniszczony pojazd medyczny to ranni, których nie będzie jak ratować i którzy umrą.
Dlatego medyczne punkty stabilizacyjne (nie istnieje coś takiego, jak nasze szpitale polowe pierwszego poziomu) są oddalone o około 20 km od linii zero i bardzo dokładnie maskowane (np. umieszczane wewnątrz starych, zniszczonych budynków czy wręcz pod ziemią ). Rosjanie szukają tych punktów i każdy błąd w maskowaniu kończy się zniszczeniem takiego miejsca.
Rosjanie nie ratyfikowali żadnych konwencji wojennych i walą w cele medyczne bez żadnych skrupułów.
Dość powiedzieć, że czas ewakuacji rannych do punktu stabilizacyjnego wynosi czasem nawet 6 dni.
W tym czasie rannym jest zaopatrzony wyłącznie na poziomie medyka polowego, nie ma kontaktu z żadnym lekarzem czy zabiegiem. Biorąc pod uwagę, że ogromną większość obrażeń to obrażenia związane z wybuchem (artyleria i drony) możesz sobie wyobrazić jak poważne są to rany i jak znaczny odsetek rannych z grupy "czerwonej" nie przeżywa ewakuacji... Dlatego na szkoleniu podstawowym tak duży nacisk kładzie się na autoratownictwo i pomoc wzajemną bez udziału medyka pola walki (4 dni szkolenia wyłącznie medycznego z bardzo restrykcyjnym egzaminem)."

G O "czas ewakuacji rannych do punktu stabilizacyjnego wynosi czasem nawet 6 dni. W tym czasie rannym jest zaopatrzony wyłącznie na poziomie medyka polowego, nie ma kontaktu z żadnym lekarzem czy zabiegiem." - co możesz zrobić przez 6 dni z kolesiem, który już ma założoną stazę albo odbarczenie?"

K Z ,I jeszcze co do ewakuacji ze strefy zero: na taką ewakuację też trzeba czasem długo czekać. Czasem tylko do wieczora, czasem kilka dni. A rosyjskie drony monitorują teren i jeżeli ranny wykazuje oznaki życia (np droniarz zobaczy, że mruga oczami) to go zwyczajnie dobijają kolejnym dronem."

G O ,,No to pytanie jak wyżej - założyłeś kolesiowi stazę na nogę, nie może iść, a nie może też czekać wiele dni, bo dostanie martwicy - co robisz?"

K Z ,,Liczyć na to, że przeżyje. W 10% się udaje. Pierwsze miejsce, gdzie pojawia się w pełni wykfalifikowany personel medyczny (w tym chirurg) to punkt stabilizacyjny."

G O ,,Może przeżyje, ale bez nogi. Wolę nie pytać co z urazami jamy brzusznej, jak koleś ma 6 dni czekać."

K Z ,,A co możesz zrobić? W warunkach "strefy śmierci" nic. Ta wojna to nie ćwiczenia na poligonie, gdzie szpital pierwszego poziomu w pięknie oznakowanych namiotach stoi w lesie 5 km od linii działań a po rannych do punktu zbornego elegancko zajeżdża sanitarka wielonoszowa z Demarko."
,,Napisałem. Czerwoni 10%"

R M S ,,Przełom 23/24 to mógł być początek zmian, ale na pewno nie "koniec okopów" (rozumianych tu zapewne zawężająco, jako odkryte rowy strzeleckie i łączące).
W internecie można opowiadać różne rzeczy, ale na zdjęciach widać coś innego. Na początku 2025 pod Pokrowskiem "Autostrada Południe" budowała punkty oporu co najmniej dla drużyny, z rowami zakrytymi, ale chwaląc się w sieci, że jest to nowość, wprowadzona po konsultacjach z żołnierzami frontowymi, a przedsiębiorstwa działające na innych odcinkach budują wciąż "po staremu"."


K Z,,drony naziemne,ewentualnie na noszach gdy pogoda pozwala ( deszcze,śniegʻ,mgła) mój jeden znajomy 3 tygodnie ze złamaną nogą czekał na ewakuację."

R M S ,,A czy stosuje się np. zadymianie terenu, żeby pod osłoną dymu próbować właśnie wynosić rannych czy coś? Na takich płaskich polach obawiam się, że przeciwnik i tak by siekał seriami w ten dym, no ale by chociaż nie mógł celować tak dobrze i może dla dronów byłby problem?"

KZ
,,Zdjąć mu stazę jak tylko jest okazja i zrobić normalny opatrunek,potem podać leki i skonsultować się z medykiem kompanijnym po radiu,wykonywać proste zabiegi z jego instrukcji i usuwać martwe tkanki."
,,(ranny) znajdujesz sobie ukrycie i działasz,jak masz radio to połowa sukcesu bo możesz wezwać dostawę leków z drona"
,,walczę od samego ppczątku 2024 i nie widziałem ani jednego okopu jaki nie był stary i zasypany."
,,Dym nie przeszkadza dronom,w dymie widać sygnatury cieplne.Ewakuacja ma być skryta a nie że zadymiamy pół frontu i liczymy że jakoś to będzie.No i w dymie nie zobaczysz min pod stopami.Można odwrócić uwagę dronów pozorując jakąś akcję w innym miejscu,ale rzadko yo się robi."

R M S ,,Nawet nie wiedziałem, że już tak powszechnie drony mają termę."

S F ,,Tak,na odcinkach spokojniejszych nadal są okopy po staremu,ale przy intensywnych walkach one sensu nie mają."

K Z ,,Nawet nie wiesz jak Wojsko Polskie jest w tyle... Drony są na każdym etapie walki."

R M S ,,Tak, ale nie wiedziałem, że tyle ich ma termowizję. Ale o coś innego chciałem zapytać. Czy na pozycjach obronnych są używane miny typu Claymore (i podobne)? Zastanawiam się, czy coś takiego ma sens w terenie, który jest mocno okładany artylerią i taka mina może być zasypana, przewrócona, zniszczona..."

K Z ,,są,(miny kierunkowe) lubię i polecam.Są przerabiane często na odpalane radiowo,rozstawione 50m od pozycji"
,,obsługa pozycji wie gdzie są te miny,co jakiś czas je się poprawia jak im się coś stanie,zarówno po kablu i po radiu masz opcję sprawdzenia czy obwody są całe i robocze.
Nie raz się wychodziło kabel na szybko skleić do kupy."

R M S ,,Widocznie zależy gdzie - Ukraina jest duża a front długi. Na zdjęciach, opisanych jako nowe, odkryte rowy były."

S F ,,bierz pod uwagę to że firmy,które to robią opierają się na starych założeniach i robią na odpierdol bo korupcja itp.
Są odcinki dobrze zrobione gdzie okopy są w pełni zakryte i wykonane za wczasu z żelbwtu i zasypane oraz zamaskowane,takie ciężej zobaczyć.
No i te okopy czasem są robione odkryte jako ciągi komunikacyjne do ewakuacji bardziej niż pozycje bojowe,tworia teorią a w praktyce żołnierze dostosują sobie pozycje do wymogów.
Tam gdzie front jest stabilny i mało intensywny można sobie pozwolić na proste okopy do życia z naciągniętą tylko siatką nad nim,albo w gęstym lesie,ale w odkrytym polu np.pod Pokrovskiem taki okop tygodnia nie przetrwa."
,,wieczorem drony się zmieniają z zdziennych na nocne,z termowizją (u ukraińców są czasem też z nokto) zarówno fpv jak i obserwacyjne.Drony naziemne to też już reguła."

R M S ,,A dowożenie zaopatrzenia z pomocą tych lekkich motocykli terenowych? To praktyka spokojniejszych części frontu, przeszłość czy przykład jak ruskie nie liczą się z życiem ludzi oszczędzając na dronach zaopatrzeniowych?"

R S ,,Nie wiem jak na spokojnych,ja tylko na gorących służyłem,Tzw.Bioroboty czy jednorazowi żołnierze z dostawką to praktyka ruskich.
Nam żal ludzi i wykorzystujemy drony,albo wyladowujemy opancerzonymi wozami dostawy przy rotafji ekip z ppzycji,dostawka do punktu logistycznego dronów dostawczych powietrznych jest pickupami lub quadem znprzyczepą,ale one 10km od frontu.
Dalej drony powietrzne i naziemne."


Inny wątek.

,,Jakie są zadania takiej grupy punktów oporu? Obecnie na froncie mamy różne rodzaje zagrożeń - z jakimi zagrożeniami taka pozycja poradzi sobie lepiej niż te budowane wcześniej, a z jakimi nie?"

HD F P ,,Jest bardziej skryta i ppdchody/wejścia do pozycji są ukryte,ciężej dronom zalecieć i zaminować podejścia zdalnie.
Dodatkowo okopy nie zapewniają osłony atakującym a wokółnpozycji można rozstawic miny kierunkowe i nie będzie okopu gdzie wroga piechota się osloni przed odłamkami.zamiast okopów są tunele."

R M S ,,Poważne się robi... Czy widzisz, jak dalej ulepszać te pozycje? Schrony bierne głębiej? Więcej komunikacji zakrytej? Maskowanie i pozycje pozorne? Dalsze zmniejszanie punktów oporu? Co ze schronami/ pozycjami bojowymi - jest sens wzmacniać, oraz/ lub raczej maskować? Jest też kwestia zapór drogowych przeciw pojazdom. A może jest już wystarczająco OK?

Porównując strukturę z fortyfikacja niemiecką, historycznie zbliżamy się do roku 1944/45 - małe punkty oporu dla 1 drużyny w bardzo dużej ilości, głęboko urzutowane, bez łączenia okopami to np. Ortsstutzpunkt Krakau.
Obiekty komunikacyjne - w tym wypadku tunele jako okopy szalowane blachą Siegfrid i zasypywane od góry ziemią, jako położone poziomo rury kocha , lub jako kute/ kopane tunele w ramach punktów oporu w terenach górskich zaczęły się wtedy pojawiać właściwie wszędzie w miejscach szczególnie narażonych, ale generalnie pojawiały się też we wszystkich chyba wcześniejszych konfliktach - o ile był czas i pieniądze.
Podejrzewam że problem może być ze stanowiskami bojowymi - teraz drony obserwacyjne są powszechne, obiekt bojowy ze swojej natury jest zwykle widoczny, a przy broni precyzyjnej - pewnie może być szybko zniszczony - czy tak to wygląda?"

H D F P ,,Pozycje można ulepszać w nieskończoność,jedyne ograniczenia to czas,logistyka i zasoby.
Typowa pozycja dla 3-5 piechurów to komora spalna,komora dowodzenia z radiem,2-3 stanowiska ogniowe,Wejście główne i zapasowe,miejsce na generator i zagłuszarkę w miarę możliwości w środku.
Wszystko 2-7 metrów pod ziemią i w miarę możliwości umocnione drewnem.
Takiej pozycji szturmem nie weźmiesz,można tylko zniszczyć.
Całość przypomina bardziej tunele vietkongu.
Takie pozycje nie obserwują tradycyjnym sposobem przedpola a wychodzą jedynie za logistyką zrzucaną z drona lub żeby "nasypać ołowiu" gdzie trzeba,obserwacja prowadzona dronami lub zdalnymi kamerami z termowizją.
Co do ulepszeń to każda pozycja dąży do połączenia z innymi tunelami ale rzadko kiedy to się udaje,najczęściej kopie się tunel 30-50m i tam tworzy się zapasowe schronienie.
Co do zapór to wiadomo,miny,potem luźne kłęby cienkiego drutu aby nogi się plątały,pare rzędów drutu kolczastego,znowu potykacz i za tym rów czołgowy,czasem kolejność się zmienia."

R M S ,,Stanowiska ogniowe - dawniej to było tak, że mając czas i kasę na ich przygotowanie, chodziło albo o osłonę (metry żelbetonu od góry i z boków, pancerze), albo o maskowanie i minimalizację (np. niemieckie Ringstandy, stanowiska wkomponowane w teren skalisty, siatki maskujące), o łączenie jednego i drugiego (np. Szwajcaria), albo - w wariancie "budżetowym" - o polepszenie czegokolwiek jakkolwiek (lepiej się schować za krzakiem niż nie, albo za murkiem, albo najlepiej za murkiem za krzakiem). W jakim kierunku - przy dronowym polu walki - to powinno teraz podążać?

Jak rozumiem, w strefie operowania dronów zrezygnowano w ogóle ze stanowisk pojazdów i stałych stanowisk broni ciężkiej?

Aha, no i jak rozumiem, dyskutujemy przy świadomosci istnienia OSINT-u."


R M S ,,Tylko że tunelami też można atakować."
,,Co do stanowisk dla artylerii - nie da się zrezygnować. Drony sięgają do ok. 30 km w głąb. (Już są szpule światłowodów 60 km a większe drony zyskały odporność na zagłuszanie) Co więcej, największy problem ma artyleria samobieżna, bo manewr nie chroni przed dronami tylko jeszcze ułatwia im zadanie (a my właśnie zamawiamy takich dział za wiele miliardów...,). A do zamaskowanego i "osiatkowanego" stanowiska bardziej ekonomicznie jest wstawić dużo tańsze działo holowane."

H D F P ,,w kierunku skrytości i ilości,nawet żelbet zostanie przebity po miesiącu walk,zwłaszcza bombami lotniczymi"
,,Broń ciężka,ma oddzielne stanowiska ukryte i zabezpieczone przed dronami gdzieś,na tyle,jak trzeba to wyjeżdżająni rozdają pizdy napastnikom,a potem wjeżdżają spowrotem do budynku/ okopu w kształcie podkowy"

S F ,,Jaki jest obecnie przeciętnie max. zasięg artylerii - 30 - 40 km? (chodzi mi o tą , która jest dostępna). Czyli - o ile artyleria jest umieszczona na dalekim zapleczu - jest na granicy zasięgu dronów, czyli latają stosunkowo rzadko, czyli bardzo dobre maskowanie + obrona antydronowa mogą załatwić sprawę. To pewnie będą decydować drobne innowacje technologiczne - drony zwiększają zasięg o 5km - kłopot, oddalamy artylerię; polepsza się zwalczanie dronów - przybliżamy; zasięg strzału wzrasta (np nowa amunicja) to oddalamy poza zasięg dronów i dalej jest OK. Pewnie jakoś tak?

Artyleria samobieżna nie radzi sobie z zagrożeniem "stanowisko w zasięgu dronów", ale radzi sobie z zagrożeniem "radar artyleryjski + ogień kontrbateryjny". Chyba to nie czasy sprzętowych/ infrastrukturalnych gamechangerów, a rozsądnej, elastycznej taktyki. Do oceny sensowności rozwiązań fortyfikacyjnych zaczynają być niezbędne informacje z frontu z... wczoraj."
,,Czy duża ilość stanowisk bojowych nie powoduje, że zwiększa się ilość wejść do systemu podziemnego?
To może duża ilość stanowisk pozornych, plus bojowych gdzie tylko niektóre są obsadzone, a te nieobsadzone pewnie zamknięte od środka?

A propos historii - gdzieś czytałem, że Vietcong w jakiejś części inspirował się fortyfikacjami UPA."

H D F P ,,Ostatnio drony zaczynają latać na odległości ponad 40 km."

H D F P ,,powoduje,te stanowiska bojowe są barykadowane workami z piaskiem i ze smieciami tak aby od srodka je tylko mozna było szybko rozebrać.Albo są budowane tak aby nie miały połączenia z głównym "bunkrem".
KAżde stanowisko ogniowe po czasie staje się pozorne i kopie się nowe,rozbombią jedno to kopiesz drugie dalej.Znam przypadki gdzie po pół roku całe pozycje w ten sposób migrowały sobie np.50m dalej"

R M S ,,To bardzo ciekawe. Miałyby sens jakieś lekkie elementy prefabrykowane (drewno, blacha) ułatwiające budowę stanowisk, do zasypania ziemią - np. szczelina obserwacyjna, strzelnica, coś do mocowania siatki, nisze amunicyjne itp?

Pytanie z innej beczki - kiedyś w fortyfikacji istotna była wentylacja i ochrona przeciwgazowa - czy jest to obecnie uwzględniane w jakikolwiek sposób?"

H D F P ,,miqłyby,ale na etapie przygotowań 50km za frontem,mocowania siatki by były jednorazowe,w praktyce ty te siatki po każdym przylocie poprawiasz jeśli chodzi ci o siatki ja wejściach.
Z prefabrykatami jest taki problrm że w fabryce nie wiedzą conjest piwchuroqi na tej konkretnej pozycji pptrzebne,inaczej zbuduję strzelnicę jak mam PKM a inaczej jak go nie mam na ppzycji.
Wentylacja to oddzielny trochę temat wchodzący w obronę ombmr,generalnie montuje się zamaskowane doloty powietrza z rurek pcv i dba się o to żeby na pozycji był delikatny przeciąg,a przedsionki przed wyjściami buduje się w taki sposob aby tunel do dalszej pozycji uniemożliwiał przedostanie się gazów pełznących po podłodze,czyli cięższych od powietrza.No i koce zawieszone w przejściach"

Re: Doświadczenia z wojny na Ukrainie

: wt 04 lis 2025, 16:49
autor: Ramzan Szimanow
A tak z ciekawości.
Ktoś z forum miał styczność z mikroosłonowymi TBM. Tubing Bore Machine? Miniaturkami tych kretów do drążenia tuneli metra i drogowych.
Tylko tutaj tarcza nie ma kilkanaście metrów średnicy a metr do półtora.
Maszyna od razu szaluje kopany tunel prefabrykowanymi elementami tak jak jej więksi kuzyni.

Pomysł może głupi ale patrząc co tam na froncie się dzieje jakoś mi się nasunęło czy przypadkiem zaraz nie zaczną używać takich ,,kretów" do drążenia tuneli komunikacyjnych a nawet szturmowych pod pozycje wroga.
Zwłaszcza tam gdzie front długo stoi w miejscu.
A nie chce mi się wierzyć że w każdym gruncie i kilka metrów pod powierzchnią prędkość kopania to nadal byłoby ,,do 10 metrów na dobę" jak wypluł internet.
To chyba jest maksymalna prędkość dla wielkich TBM głęboko pod powierzchnią ziemi.

Re: Doświadczenia z wojny na Ukrainie

: czw 13 lis 2025, 18:14
autor: Ramzan Szimanow
Za https://www.facebook.com/share/p/1BnJWzkGvi/

,,Będzie bez wideo, bo drastyczne a my nie chcemy znowu spaść z rowerka.

To, co pokazują najnowsze filmy Magayra, to:

a) potwierdzenie naszej amatorskiej obserwacji końca sprzętu opancerzonego na froncie.
Po prostu ten koncept, wobec powszechności tanich i szybkich dronów jednorazowego użytku, jest obecnie skończony. wiadomo, wojsko nas opluje i określi mianem idioty/świra. Bo to nie jest ich modus.
Bo oni nie chcą się uczyć nowych rzeczy.

b) Front nie będzie już linią walki a stanie się przesuwającym się pasem śmieci; dziś to ok. 30 km, ale to szybko rozszerzy się do 60 km, co oznacza nie tylko obszar ziemi niczyjej, ale też zatrzymanie się takiego frontu.
Dlaczego?
Bo bez logistyki na takim obszarze nie ma mowy o postępie po żadnej ze stron.
Przy 60 km szerokości będzie to niekończąca się wymiana ognia za pomocą urządzeń zdalnych. Wojny dronów z dronami zaczęły się w 2025.

c) Niszczenie siły żywej przeciwnika: obstawiamy na szybką rozbudowę i upowszechnienie tanich, jednorazowych systemów detekcji radiowej (SDR), detekcji bliskiej (ultradźwiękowej), rozwój detekcji liniowej (laserowej, w pasmach niewidzialnych dla oka i obecnych urządzeń) i dalszy spadek cen termowizji.
Człowiek i jego zmysły są dziś za mało efektywne i jak w konfrontacji z automatami - człowiek staje się elementem zbędnym.

d) Połączenie powyższych zakresów spektrum fal EM oznacza, naszym zdaniem, całkowitą „zdalność wojny” za pomocą urządzeń mieszczących się w małym plecaku, takim 40l. Przy tak rozumianej „jednostce bojowej” pick-up jest oczywistym rozwiązaniem logistyki większości scenariuszy.
Tak na oko: 95% z nich.

e) To z kolei implikuje zmiany organizacyjno-techniczne: zespół bojowy będzie liczył max 3-4 osoby (dziś 6-8 osób) + lekki pojazd bez opancerzenia a taktyka działań zmieni się na bardziej partyzancko -dywersyjną niż do frontalnego starcia i „czyszczenia budynków”. Wojna przejdzie w formę wyniszczania miast do poziomu Pokrowska.
Czyli do fundamentów.

f) Co naszym zdaniem expotencjalnie napędzi zapotrzebowanie na nową kategorię urządzeń wojskowych - jednorazowe czujniki działające w spektrum wskazanym powyżej, łatwe do porzucenia + mesh’ową wymianę danych i komunikację radiową.
Ale naszym zdaniem będzie to mix satelity (węzeł), lokalny przekaźnik (duży dron szybujący) z mesh’em (między operatorami). Jeśli masz 20-25 lat i styk z techniką - pomyśl o tym trzy razy.
Albo cztery.
Z tego będą pieniądze - najpierw unijne, na wsparcie i rozwój a potem będą pieniądze ze sprzedaży takich rozwiązań.
To są idealne warunki dla start-up’u inżynierskiego.

No tak, ale to jest 🇵🇱Polska.

Tu przemyślenia typa po zarządzaniu, po 25 latach pracy w dużych korpo, po telco i logistyce oraz z doświadczeniami frontowymi sprzed tygodni i z ruskimi urządzeniami hi-tech w rowerowni pod Warszawą - wszystko to nikogo w Polsce nie interesuje.

Żeby była jasność - nie ma tu naszej frustracji, niezadowolenia.
My się nie nudzimy i specjalnie nie zamartwiamy; cynicznie myśląc - w razie W zacznie się od ściany wschodniej. Pragmatycznie: mamy więcej czasu na własny biznes (dla przykładu: ostatnie foto, z wczoraj, prawie jak z Pokrowska, ale dla nas 11. listopada to był dzień dość intensywnej pracy; obłąkańcy biegali z flarami po Warszawie (a lewusy płakały) a my spokojnie włożyliśmy circa 100 roboczogodzin + 40 godzin sprzętu ciężkiego w następny nasz projekt).

Ale czy mechanizmy obronne Państwa to na 100% powinny tak działać?
Czy stać nas na lekceważenie chwilowej przewagi wiedzy? Co się z nami dzieje, że marnujemy doświadczenie, wiedzę i dość precyzyjne obserwacje?

Aha, brawo dla władz Warszawy za te żółte bariery. Nareszcie ktoś zaczął myśleć o zagrożeniach „T”. Nadal nie wpadliście na przepusty techniczne i na szkolenie policji z charakterystyki pracy typu check-point, ale to duży krok. W dobrą stronę 👍🏻🙂"

Obrazek

Obrazek

Re: Doświadczenia z wojny na Ukrainie

: pt 14 lis 2025, 10:29
autor: Ramzan Szimanow
Za profilem fb Critical Frontiers https://www.facebook.com/share/1DKo6FNAWK/

,,W marcu 2024 roku ukraińskie Ministerstwo Transformacji Cyfrowej ogłosiło coś, co jeszcze niedawno wydawało się science fiction: masową produkcję robotów bojowych.
Cel był prosty.
Zmniejszyć udział ludzi na polu walki.
Ale w praktyce chodziło o coś większego. Narodziny nowego segmentu zbrojeń, który do tej pory głównie wegetował w laboratoriach, a nie na prawdziwych polach bitew.

Ten moment dał impuls bezzałogowym pojazdom naziemnym. UGV, jak się je powszechnie nazywa.
Unmanned Ground Vehicles.

Kilka miesięcy później.
Latem 2025 roku, Trzecia Brygada Szturmowa Ukrainy przeprowadziła zmasowany atak na rosyjskie pozycje.
Drony niszczyły bunkry, a potem wjechały UGV. W pewnym momencie rosyjscy żołnierze wystawili z okopu karton z napisem "surrender". Poddali się.
Dron obserwacyjny pokierował ich do ukraińskich linii.

Pierwszy w historii przypadek wzięcia jeńców przez maszyny.

Trudno było sobie wcześniej wyobrazić takie sceny, nawet w najbardziej futurystycznych filmach. A jednak.

UGV nie są nową technologią.
Ich rozwój trwa od dziesięcioleci.
Problem w tym, że zawsze kończył się na pokazach prototypów.
Nawet państwa dominujące w robotyce – Stany Zjednoczone, Izrael – nie wprowadziły tych pojazdów na większą skalę.
Dopiero wojna w Ukrainie wymusiła ich prawdziwe, operacyjne użycie.

Marc C. Lange, autor jednego z pierwszych raportów na ten temat, przewiduje, że pojazdy naziemne pójdą śladem dronów powietrznych. Nie zastąpią ich, oczywiście.
Ale znajdą własne nisze. Inne zadania, inne środowiska, inne cele.

Każda technologia ma swoje granice.
UGV też. Zmagają się z błędami nawigacji, są głośne, zostawiają ślady cieplne.
Zasięg komunikacji bywa ograniczony. Operatorzy są nadal narażeni, zwłaszcza gdy sygnał zostanie zakłócony.
Do tego dochodzą typowe problemy terenowe. Błoto. Przeszkody. Śnieg, gruz.
Dla człowieka to wyzwanie, dla maszyny często bariera nie do pokonania.

Z drugiej strony, te pojazdy mają zalety, których żołnierzom można pozazdrościć.
Działają dłużej. Mogą przenosić duży ładunek. Łatwiej je opancerzyć.
Zasięg operacyjny jest większy, a w niektórych sytuacjach współpracują z piechotą skuteczniej niż ciężkie drony powietrzne.

Autonomia to osobna historia.
Samodzielne poruszanie się w warunkach bojowych to coś znacznie trudniejszego niż jazda po mieście.
Samochód Waymo ma łatwo – drogi, znaki, pasy, ograniczenia prędkości.
Robot bojowy trafia w chaos.
Dym, kurz, wybuchy, zero punktów odniesienia.

Dlatego systemy oparte wyłącznie na kamerach, tzw. vision-based autonomy, zawodzą.
Potrzebna jest kombinacja różnych czujników i algorytmów, które nie tylko obserwują świat, ale potrafią go rozumieć.

Tu zaczyna się prawdziwa inżynieria.

Lidar wysyła impulsy laserowe i tworzy trójwymiarowe mapy otoczenia.
Kamery RGB-D łączą obraz z pomiarem głębokości, choć w nocy lub na dużych dystansach tracą skuteczność.
IMU – jednostka pomiaru inercyjnego – śledzi przyspieszenia i orientację w przestrzeni. GNSS, czyli nasz GPS lub GLONASS, podaje współrzędne, ale łatwo je zakłócić.
Radar mierzy odległość i prędkość, co jest szczególnie ważne w złych warunkach widoczności.

Najciekawsze jest jednak to, jak te dane się łączą.
System SLAM pozwala robotowi jednocześnie się lokalizować i budować mapę terenu.
Tak zwany sensor fusion spina wszystko w całość, żeby maszyna potrafiła myśleć przestrzennie.

Czy UGV zastąpią żołnierzy?
Raczej nie.
Ale zmienią sposób, w jaki walka wygląda.
Już dziś widać, że mogą przejąć część zadań logistycznych, rozpoznawczych, inżynieryjnych. W dłuższej perspektywie być może staną się podstawowym narzędziem nowoczesnej armii. Tak jak kiedyś drony, które z eksperymentu przeszły w codzienność.

Więcej znajdziesz w raporcie "The State of AI and Autonomy in Unmanned Ground Vehicles" autorstwa Marca C. Lange'a z 2025 roku."

Re: Doświadczenia z wojny na Ukrainie

: pt 14 lis 2025, 15:48
autor: Ramzan Szimanow
Słynny już film z którego klatki krążą w sieci jako memy.
Armia rosyjska wkraczająca do Pokrowska.
Tak, to nie przemarsz Daesh z scenerią podmienioną przez SI a mglisto jesienną czy nowy Mad Max George,a Millera.
Tylko 120 tysięczna armia dokonującą przełamania.

Za

https://www.facebook.com/share/p/17hJjNeqzw/


https://www.facebook.com/share/v/18iCcGqoam/

https://www.polska-zbrojna.pl/Mobile/ArticleShow/45144

,,Byle czym, byle jak, byle do przodu.

Rosyjska kolumna wjeżdżająca do Pokrowska nie przypominała regularnej armii.
Nawet islamscy terroryści z ISIS w podobnych sytuacjach – podczas przemarszów – prezentowali się lepiej.
Ich technikale (improwizowane pojazdy wojskowe) bazowały na solidnych pickupach Toyoty, tymczasem żołdacy Putina poruszali się przerobionymi Ładami i zdezelowanym UAZ-em.
No i całą masą cywilnych motocykli crossowych.
Obrazu nędzy i rozpaczy dopełniał wschodnioukraiński, mglisto-błotnisty anturaż. „»Mad-Max« w biedawersji”, komentowano, nawiązując do klasyki kina postapo.
I jakkolwiek drwienie z rzekomo „drugiej armii świata” wydaje się w tym kontekście zasadne, nie wolno zapominać, że to ci wojenni nędzarze do Pokrowska wkraczali, co oznaczało, że Ukraińcy się z niego wycofywali.

Tytułowa fraza chyba najpełniej oddaje modus operandi rosyjskiej armii w okolicach Pokrowska.
Prawdę mówiąc, całe siły inwazyjne cierpią dziś na niedostatki sprzętu ciężkiego, ale widać to szczególnie w tzw. hot-spotach, miejscach szczególnie silnej presji Rosjan.
Walki na odcinku pokrowskim trwają już od ponad 20 miesięcy, lecz wraz z początkiem listopada agresorzy zintensyfikowali działania.
W sukurs przyszła im pogoda – wspomniana mgła spowijająca Doniecczyznę przez kilkanaście godzin na dobę, i to już od wielu dni.
To w niej kryją się małe bezzałogowce, których w powietrzu jest tyle, że ukraińscy analitycy mówią o „okrążeniu dronami”.
Rosyjskie bezpilotowce niemal całkowicie odcięły Pokrowsk, paraliżując linie komunikacyjne.

Odwleczona egzekucja miasta

Rosyjskie dowództwo wprowadziło do miasta oddziały na motocyklach i pickupach, próbując wykorzystać mobilność i efekt zaskoczenia. Taktyka działa, choć przynosi gigantyczne straty, bowiem technikale to nie transportery, a „motorki” nie dają nawet ułudy zabezpieczenia. Ludzki przemiał nie jest jednak dla rosyjskich dowódców powodem do szczególnych zmartwień, zwłaszcza że na podejściu do Pokrowska zgromadzili niemal 120 tys. żołnierzy, jedną piątą całości wojsk inwazyjnych.
Jest więc dość „mięsa”, by je pchać do kolejnych ataków, po których następne kwartały przechodzą w ręce Rosjan.
Ci pod koniec drugiego tygodnia listopada kontrolowali ponad 90% miasta.
Wcześniej ukraińskie jednostki, wsparte komponentem sił specjalnych, próbowały „oczyścić” kluczowe punkty Pokrowska, jednak działania te były spóźnione i nie zmieniły sytuacji.

Według rosyjskich źródeł, w ostatnich tygodniach miało poddać się nawet 1000 ukraińskich żołnierzy – dwa pełne bataliony. Choć liczby te są z pewnością zawyżone, nie sposób zignorować faktu, że brak amunicji, żywności i leków zmusza obrońców do dramatycznych decyzji.
Główna trasa Rodynśke – Pokrowsk zyskała miano kolejnej „drogi śmierci”, a cmentarzysko pojazdów pod miastem przypomina o cenie prowadzonej obrony.
Z drugiej strony, ukraińskie źródła podkreślają, że Pokrowsk wciąż walczy, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że kontrakcje pod Dobropilą i Myrnohradem jedynie odwlekły egzekucję miasta.

Aż do wyczerpania rezerw?

Jakkolwiek jego los wydaje się przesądzony, warto wspomnieć o sytuacji, która może mieć wpływ na decyzję ukraińskiego dowództwa. Służby antykorupcyjne Ukrainy ujawniły potężną aferę.
Ludzie związani z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim okradli państwo na ponad 100 mln dolarów, wydrenowanych z ledwo zipiącego sektora energetycznego.
Dziś, gdy Ukraina mierzy się ze skutkami braku energii (ogrzewania, wody, prądu), ów skandal rozpala nastroje społeczne.
Ludzie rzecz jasna wiedzą, że to Rosjanie zniszczyli większość elektrowni, ale fakt, że osoby związane z władzą postępowały niczym sępy z padliną, jest powodem powszechnego oburzenia.
Rząd reaguje (posypały się dymisje), będąc zarazem mocno na cenzurowanym.
W takim kontekście ostateczny upadek miasta-symbolu mógłby dodatkowo pogorszyć notowania prezydenta i jego zaplecza.
A to rodzi pokusę przedłużania obrony, mimo skrajnej nieefektywności tego przedsięwzięcia.

Jedno jest pewne – Rosjanie nie ustaną.
Dla nich również Pokrowsk ma znaczenie symboliczne – do czego jeszcze wrócę – przede wszystkim jednak jest bramą do Słowiańska i Kramatorska.
Ich upadek oznaczałby przejęcie całości Doniecczyzny, czyli jeden z upragnionych celów Władimira Putina.
Na ile możliwy do osiągnięcia, to inna kwestia, bez wpływu na to, że kremlowski dyktator będzie próbował, choćby za cenę całkowitego wyczerpania rezerw i „mięsa armatniego”. Wspomniana na wstępie scena – zarejestrowana 11 listopada – świetnie dowodzi tej determinacji.
Film ujawniły źródła rosyjskie, mimo że ilustruje on przykrą prawdę o putinowskiej armii nędzarzy.
No ale to nie obrazek byle jakiego wojska był tu najważniejszy, ale dowód, że „nasi są już w Pokrowsku” (w jego dotąd najbardziej oddalonych częściach).
Innymi słowy, jest sukces, którym warto się niezwłocznie pochwalić.
Tyle że z tego chwalenia wynikły dodatkowe – poza wizerunkowymi – koszty.
Takie mianowicie, że ujawnione na nagraniu dane geolokalizacyjne ułatwiły pracę ukraińskiej artylerii.
I gdy do Pokrowska wjeżdżała kolejna kolumna „mad-maksów”, przywitał ją gęsty ogień z dział i moździerzy.
Zginęło wielu Rosjan, tylko dlatego, że wymogi propagandy sukcesu wzięły górę nad koniecznością zachowania niejawności tras przemarszu.
Ot, priorytety…

Marcin Ogdowski"



Obrazek

Obrazek

Obrazek

Re: Doświadczenia z wojny na Ukrainie

: sob 15 lis 2025, 17:16
autor: Ramzan Szimanow
Drony, drony, drony... a gdy pogoda im nie sprzyja można się baaardzo ździwić.

Za https://www.facebook.com/share/1TogVZiBjA/

"Rosjanie we mgle atakują niczym duchy". Wojska rosyjskie znów zaskoczyły Ukraińców, tym razem na zachód od Pokrowska, o czym z wściekłością donoszą ukraińskie kanały analityczne, typu DeepState

Nad ranem 14 listopada, pod osłoną gęstej mgły, saperzy z 40 Gwardyjskiego Pułku Sapersko-Inżynieryjnego postawili most pontonowy na rzece Wowcza rozdzielajacej obie armie, między wsiami Jałta i Daczne.
Po drugiej stronie rzeki, komandosi rosyjscy z samodzielnej kompanii sił specjalnego przeznaczenia wykryli dużą lukę w ukraińskiej obronie.

Na drugi brzeg Wowczy przeprawiła się grupa bojowa 6 Gwardyjskiego Pułku Pancernego w sile kompanii zmechanizowanej wzmocnionej plutonem czołgów (3 czołgi T-90 Proryw i 7 bojowych wozów piechoty BMP-3).

Kierowani przez rozstawionych w terenie rosyjskich specjalsów, po wyznaczonej i rozminowanej trasie, gwardzisci pancerniacy pognali przeszło 5 km i wdarli się do strategicznie ważnej wsi Nowopavlivka. Ukraińcy byli totalnie zaskoczeni.
Rozpoczął się pełnowartościowy szturm, a rosyjskie BWP-y zawróciły, dokonały drugiej tury, dowożąc w obszar walk łącznie prawie 100 żołnierzy.

W toku błyskawicznej akcji, na karkach uciekających Ukraińców, rosyjscy gwardziści zdobyli nie tylko część wsi na lewym brzegu rzeki Solona, ale zdobyli most i utworzyli przyczółek we wsi na drugim brzegu.

Aktualnie co potwierdzają tak Rosjanie jak i Ukraińcy większość Novopawlivki jest w rękach rosyjskich a z okolic wsi Filia podchodzą inne jednostki 90 Gwardyjskiej Witebsko-Nowgorodskiej Dywizji Pancernej w tym pododdziały 80 Gwardyjskiego Pułku Pancernego.
Zatrzymać ich próbuje batalion z 79 Brygady Aeromobilnej i 91 batalion przeciwpancerny.
Dwa bataliony i dwie kompanie ukraińskich droniarzy, są wobec warunków pogodowych (utrzymująca się mgła) częściowo bezsilne.
Atakują rosyjskich żołnierzy, zniszczyli jeden czołg, jednak generalnie ich potencjał bojowy wykorzystywany jest w tylko 20%.

Wojska ukraińskie w tym bataliony z 35 Brygady Piechoty Morskiej mające bronić Nowopawlivki wydają się być totalnie zaskoczone.

Utrata Nowopavlivki byłaby dla Ukraińców niebezpieczna, gdyż wojska rosyjskiej 41 Gwardyjskiej Armii Ogólnowojskowej atakując potem na północ, wyjdą na tyły zgrupowania ukraińskiego starającego się dokonać deblokady okrążonych w Pokrowsku i Myrnogradzie wojsk.

Okazuje się, że nie da się samymi dronami prowadzić wojny.
Życie pokazało, że w warunkach ograniczonej czy słabej widoczności do głosu dochodzą klasyczne rodzaje uzbrojenia i zasady sztuki wojennej takie jak zaskoczenie, manewr i inicjatywa.

Jeżeli w/w artykuł się Państwu podobał, to jako twórca cyfrowy proszę o rozważenie wsparcia w postaci wykupienia kawy na Buycoffe. https://buycoffee.to/krzysztofpodgorski ,

Wszystkim darczyńcom z góry serdecznie dziękuję."

Obrazek

Obrazek

Re: Doświadczenia z wojny na Ukrainie

: pn 17 lis 2025, 19:31
autor: Ramzan Szimanow
Za Slav Operator
https://www.facebook.com/share/p/1Jtx8Lm9kt/

,,DRONEM W PIECHOTĘ! CZ.1

Czołem💪

Na początek film. Licze na Wasze wnioski w komentarzach i dyskusje na temat 'co poszło nie tak'.
Kilka słów merytoryki będzie jutro;)

Film jest dość "zabawny" o ile można tak nazwać kilkukrotne ocieranie się o śmierć.

Nie wiem, której że stron jest ten film ale z góry mówię, że wywalam wszystkie komentarze odnoszące się negatywnie do jakiekolwiek narodowości biorącej udział w konflikcie.

DRONEM W PIECHOTĘ! CZ.2

Czołem 💪

Na początek odsyłam do filmu, który wrzuciłem tydzień temu. Widać na nim żołnierza, który się dronom nie kłania i pomimo kilku prób wysłania go do sw. Piotra, wychodzi żywo z opresji i oddala się na swoje pozycje.
Może nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że gość wykiwał chyba z 6 dronów jeden po drugim.

Doświadczenia rosyjskie mówią, że manewr i ostrzeliwanie się z ręcznej broni palnej znacząco zwiększają szansę wyjścia cało spod ataku dronów FPV.
Oczywiście taka obrona musi mieć w miarę zorganizowany charakter.

Możecie mówić, że przecież to bez sensu i nic nie daje ale... coś dawać musi, skro gwałtownie zwiększa się liczba raportów o zmienia taktyki ataku przez FPV.
Nie zmienia się czegoś co działa a skoro taktyka uległa zmianie to zapewne jako odpowiedź na działania przeciwnika.

Do rzeczy: doczytałem po ruskiej stronie, że ukraińskie drony atakujące PIECHOTĘ, coraz częściej wykonują ataki na bardzo niskich wysokościach (~170 cm) aby utrudnić pododdziałowi możliwość wykorzystania ręcznej broni palnej.
Taki atak sprawia, że dron jest trudniej wykrywalny z uwagi na niski pułap (piechota ma mniej czasu na detekcję i działanie) oraz znacząco zmniejsza się ilość żołnierzy mogących do takiego ptaszka strzelać.
Wynika to z faktu, że do drona atakującego z góry są w stanie strzelać niemal wszyscy żołnierze, którzy go widzą.
Atakując przy poziomie ziemi raz, że zmniejsza się ilość oczu mogących wypatrzeć drona, a dwa, żołnierze nie mają możliwości strzelania z uwagi na innych członków pododdziału, którzy mogą znaleźć się na linii ognia.

Pewnym rozwiązaniem jest znów (cała na biało) strzelba, która względnie pozwala na ostrzeliwanie się na wysokości gruntu, gdyż śruty nie wygeneruje znacznych obrażeń o ile żołnierze mają środki ochrony indywidualnej..

Rozumiem, że takie podejście może być dla wieku zatrważające ale... podobno lepiej tak niż wcale.

Manewr:

Pewnie z pół roku temu znaczna część komentariatu śmiała się z filmu, na którym rosyjscy soldaci w ramach cwiczeń poligonowych robią uniki przed dronami wiszącymi na sznurkach i puszczanymi przez instruktorów.

Może to wyglądało amatorsko i zabawnie ale ...

Dynamiczny manewr jest w zasadzie jedynym sposobem na uniknięcie trafienia dronem.
Aby to się udało trzeba się wykazać sprawnością, wyczuciem chwili, znajomością swojej ruchomości i umiejętności pracy ciałem ("akrobatyka" kłania się).
W artykule, który czytałem stwierdza się, że nagła zmiana kierunku, dynamiczny pad, skręt w ostatniej fazie lotu drona, może sprawić, że przeżyjemy.

Taką tezę zdają się potwierdzać doświadczenia, z których wynika, że żołnierze uciekający po prostej giną w zasadzie zawsze w odróżnieniu od tych co "lawirują".
Należy wziąć pod uwagę, że dron bojowy nie lata tak lekko i dynamicznie jak sportówka a do tego, za sterami nie zawsze siedzi doświadczony operator.

Pozdrawiam.
Mik."

Film

https://www.facebook.com/share/v/19xzimdqww/

Re: Doświadczenia z wojny na Ukrainie

: wt 18 lis 2025, 18:06
autor: Ramzan Szimanow
Ukraiński żołnierz wspomina swoje doświadczenia szkoleniowe na poligonie #NATO w 🇵🇱Polsce:

„Strona polska miała szkolić operatorów bezzałogowych statków powietrznych, ale w rzeczywistości mogła jedynie zapewnić poligon doświadczalny w tym zakresie” – przypomina major.

„Na szczęście zabraliśmy ze sobą 12–15 swoich Maviców i trochę przez przypadek mieliśmy jednego doświadczonego pilota. Te ćwiczenia miały wyglądać zupełnie inaczej” – mówi.

„Osobą, która najbardziej zainteresowała się w Polsce dronami, był czeski instruktor – weteran misji pokojowych w Afganistanie, Jakub” (imię zmienione).

Wraz z nim „Osiemnastka” zdecydowała się na przeprowadzenie prostego ćwiczenia: czescy spadochroniarze mieli szturmować pozycje ukraińskich żołnierzy. „Maviki” miały pomagać ukraińskim obrońcom.

„Po pierwszych próbach ataku Jakub podszedł do mnie i powiedział: 'Hej, czy możemy zdjąć Maviki?'” – wspomina major.

„Dlaczego mielibyśmy to zrobić, Jakubie?” – zapytałem.

„Cóż, wasze Maviki wykrywają nas zdecydowanie za szybko i nie możemy się do was zbliżyć. Wykrywacie nas, gdy tylko zbliżamy się do waszych pozycji” – odpowiedział czeski instruktor.

Powiedziałem mu: „Jakub, my niestety przygotowujemy was do prawdziwej wojny”.



https://www.bbc.com/ukrainian/articles/ce3xe35zl6po


Pełny, wierny przekład artykułu BBC News Україна
z 17 listopada 2025 r. na język polski:
Wiktoria Kalimbet
BBC News Україна
17 listopada 2025
05:59 GMT

Od 2022 roku ukraińscy żołnierze przechodzą szkolenie w centrach szkoleniowych krajów Europy. Swoich instruktorów i poligony udostępnia m.in. Polska, gdzie od prawie trzech lat prowadzone jest podstawowe i specjalistyczne szkolenie ukraińskich wojskowych.
Wielu żołnierzy, którzy przeszli to szkolenie, skarży się jednak, że przygotowują ich tam do „wojny wczorajszego dnia” – bez dronów, według natowskich scenariuszy z Iraku i Afganistanu, gdzie o bezzałogowcach jeszcze nie mówiono.
Dopiero na początku października w Polsce otwarto pierwszy poligon dronowy „Jomsborg”, zbudowany za norweskie pieniądze.

„W obronie brzegu rzeki bierze udział cztery BTR-y: jeden z nich przejeżdża przez most na drugi brzeg – to załoga zwiadowców” – cytuje jednego z polskich instruktorów tłumacz Witalij (imię zmienione), który pod koniec 2024 roku kończył rotację z ukraińskimi żołnierzami na zachodzie Polski.

„W sali zapadła zakłopotana cisza – kontynuuje. – Ponad połowa grupy to marines, którzy przeszli przez Krynki (operacja na lewym brzegu Chersonia w 2023 r.).
W końcu jeden z nich pyta: a co jeśli most jest zniszczony? Polski instruktor z dumą odpowiada: «Nasze BTR-y pływają».
On kompletnie nie rozumiał, że wszystko kontrolują wrogie drony, które nie zostawią nic z tych BTR-ów płynących 10 km/h”.

Ten dialog między instruktorem a marines to tylko fragment szerszego obrazu, w którym jest wszystko – NATO, podręczniki i regulaminy, schludne koszary i doświadczeni chorążowie, ale brakuje kluczowego elementu współczesnej wojny – bezzałogowców.

„Oni wciąż uczą według «grunwaldzkich» podręczników” – gorzko żartuje inny rozmówca BBC, nawiązując do bitwy pod Grunwaldem z 1410 roku, którą polscy historycy do dziś się chlubią.
BBC rozmawiało z ukraińskimi żołnierzami i tłumaczami, którzy towarzyszyli im podczas szkoleń w Polsce, a także uzyskało komentarze od Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy oraz polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej.

Jak więc naprawdę wygląda sytuacja?

„A możemy schować mavic?”
Szkolenia w Polsce prowadzone są w kilku kierunkach – m.in. szkolenie podstawowe, doskonalenie zawodowe, zgrywanie pododdziałów oraz specjalistyczne kursy obsługi zachodniego sprzętu.

Programy obejmują taktykę, topografię, survival, taktyczną medycynę pola walki, przygotowanie ogniowe i szturmowe, międzynarodowe prawo humanitarne itd. Zajęcia prowadzą głównie polscy instruktorzy, ale niektóre kursy realizowane są wspólnie z trenerami z innych krajów partnerskich.

Dowódca batalionu jednej z brygad szturmowych walczących obecnie na kierunku pokrowskim, major o znaku wywoławczym „Osiemnastka”, opowiada o kursie zgrywania, który jego batalion przechodził w Polsce w 2024 roku.

Zdecydowana większość żołnierzy dopiero co przyjechała po szkoleniu podstawowym na Ukrainie: spośród ponad 400 osób tylko kilkunastu miało doświadczenie bojowe.

Sam major „Osiemnastka” służył na kontrakcie w latach 2013–2014, ukończył wojskową uczelnię, a od 2022 roku walczył w 128. brygadzie górsko-szturmowej.
W 2024 roku otrzymał nowo sformowany batalion w innej brygadzie.

Na początku szkolenia rekrutom zaproponowano wybór specjalności: strzelec wyborowy (marksman), saper, operator BSP albo załoga BMP.

Szkolili ich instruktorzy z Polski, Czech i Ukrainy. Czesi odpowiadali za marksmanów i saperów, Polacy uczyli załóg BMP, a Ukraińcy – taktyki.

„Program Polaków i Czechów idzie według standardów NATO, ale u Polaków zobaczyłem ukraińską armię z końca 2013 roku – mówi – «Regulaminowość», środki bezpieczeństwa, nad każdym żołnierzem chodzi instruktor.

Uczyli tego, czego nasz żołnierz w realnej walce nigdy nie zobaczy”.

Na przykład szkolenie z taktycznej medycyny opierało się na zasadzie „złotej godziny” – standardzie ewakuacji rannych w ciągu 60 minut, który powstał po wojnach w Iraku i Afganistanie.
Na Ukrainie ten standard stał się bolesną ironią – nie da się porównać możliwości ewakuacji spod celowników dziesiątek dronów z tym, co robiło się na Bliskim Wschodzie przy całkowitej przewadze powietrznej USA.
Obecnie ranni czekają na ewakuację nie jedną godzinę, a czasem nawet nie jeden dzień.

„U nas jeden żołnierz został ranny około ósmej rano – poważnie, w pachwinę.
Mógł się po prostu wykrwawić.
Ale dzięki temu, że nauczyliśmy go medycyny, dotrwał do wieczora – nie amputowano mu nawet kończyny.
Dlatego tłumaczyłem im (instruktorom), że trzeba mówić żołnierzowi nie tylko jak założyć stazę i mocno zacisnąć, ale też po jakim czasie, o jakiej porze roku i o ile ją poluźnić” – opowiada „Osiemnastka”.

Polska strona miała też szkolić operatorów BSP, ale w praktyce mogła zapewnić jedynie plac – mówi major.

„Na szczęście wzięliśmy 12–15 maviców i mieliśmy jednego doświadczonego pilota”.

Najbardziej dronami zainteresował się czeski instruktor – weteran misji pokojowych w Afganistanie Jakub (imię zmienione).
Razem z „Osiemnastką” postanowili przeprowadzić ćwiczenie: czescy spadochroniarze mieli szturmować pozycje Ukraińców. W obronie miały pomagać mavic.

„Po pierwszych ich działaniach szturmowych Jakub podszedł do mnie i mówi: «Słuchaj, a możemy schować te mavic?»” – opowiada major.
„Dlaczego, Jakub?”
„Bo wy tymi mavicami bardzo szybko nas wykrywacie i nie możemy do was podejść, wykrywacie nas na podejściu”.
„Mówię: Jakub, niestety, my szykujemy was do prawdziwej wojny”.

„To dobry plac. Bezpieczny”

„Kastet” – operator BSP jednego z pododdziałów walczących obecnie na kierunku charkowskim. Do obrony dołączył trzeciego dnia pełnoskalowej inwazji – poszedł do piechoty w wieku 21 lat. Od tamtej pory walczył na Charkowszczyźnie, Zaporożu, brał udział w obronie Bachmutu.

Do Polski przyjechał na początku 2025 roku na kurs doskonalący – miał zdobyć stopień sierżanta, by objąć dowództwo plutonu.
„Po pierwszym tygodniu już dzwoniłem do dowódcy, mówiłem, żeby mnie stąd zabrał. Mówiłem: sam wsiądę w autobus i przyjadę.
To było bardzo dziwne” – wspomina żołnierz i tłumaczy, że nie zgadzał się z tym, czego uczyli polscy instruktorzy.
„Kastet” podaje przykład: na zajęciach z survivalu pokazywali, jak orientować się w terenie za pomocą papierowych map – ale on przez ponad 3,5 roku walk ani razu tego nie robił, bo wszyscy mają mapy w telefonach lub tabletach.

Szturm okopów i walki miejskie też – według niego – wykładane są zgodnie z realiami wojen sprzed 20 lat.

„Oni chcą wjeżdżać czołgami i Hummerami prosto pod okop.
My im powiedzieliśmy, że to już nie działa.
Teraz robi się to inaczej. Zakładasz «kikimorę» albo płaszcz antytermowizyjny, żeby być jak najmniej widocznym, i idziesz pieszo”.

Stałe obecność dronów w powietrzu zamieniła każdy ruch w śmiertelne zagrożenie, a linię frontu – w tzw. kill-zone, która według głównodowodzącego Ołeksandra Syrskiego sięga już co najmniej 10 km.
Niektórzy wojskowi mówią nawet o 20-kilometrowym pasie ostrzeliwanym przez rosyjskie BSP.

Dlatego obecnie wysadzanie piechoty odbywa się jak najdalej od pozycji: pojedynczych żołnierzy idących do schronów wrogi dron może nie zauważyć – w odróżnieniu od ciężkiego sprzętu czy charakterystycznych wojskowych pickupów w kolorze khaki.
„Kastet” uważa, że to, czego mogli nauczyć polscy instruktorzy, było przydatne dla „sztabowców”, którzy stanowili połowę grupy. Reszta – żołnierze z doświadczeniem bojowym – sami uczyli Polaków.

„Pokazywaliśmy im, jak prawidłowo szturmować z pomocą drona. I jak to jest dużo prostsze.
Byli w szoku” – mówi i dodaje, że za to dostał nawet dyplom uznania od instruktorów.

Zapytany, czy było cokolwiek pozytywnego w szkoleniu w Polsce, „Kastet” chwilę się zastanawia.
W końcu przyznaje: najbardziej podobało mu się trenowanie samodzielnie.

Dowódca batalionu szturmowego „Osiemnastka” odpowiada bez wahania:
„To dobry plac. Bezpieczny”.

Tak samo mówi źródło BBC w Siłach Zbrojnych Ukrainy, które tłumaczy, że Polacy dali Ukrainie możliwość przeniesienia części szkolenia na bezpieczny teren, gdzie nie grozi atak na poligon. Jednocześnie – jak zaznacza rozmówca – zagraniczni i ukraińscy instruktorzy już pracują nad programami za granicą, które integrują drony.

„Jest co najmniej jedno centrum szkoleniowe w Polsce, gdzie już uczą z uwzględnieniem realiów wojny dronowej.
A kursów wyłącznie z obsługi dronów nie ma, bo zagraniczni partnerzy nie mają takiego doświadczenia” – mówi źródło BBC.

Chodzi prawdopodobnie o obóz szkoleniowy „Jomsborg”, który oficjalnie otwarto na początku października na południowym wschodzie Polski. Według polskiego nadawcy publicznego TVP3 centrum zbudowano za pieniądze Królestwa Norwegii. Z kolei norweski NRK poinformował, że „Jomsborg” jest częścią operacji „Legion”, w ramach której Ukrainie dostarczana jest również broń i sprzęt – operację prowadzi Norwegia, a biorą w niej udział wszystkie kraje nordyckie, kraje bałtyckie i Polska.

Pierwsze grupy ukraińskich żołnierzy rozpoczęły szkolenie w „Jomsborgu” już we wrześniu, a prowadzą je norwescy instruktorzy. Ukraiński instruktor o znaku „Darij” powiedział NRK, że Ukraińcy brali udział w opracowywaniu programów, a szkolenie będzie dwustronne: ukraińscy żołnierze będą przekazywać Norwegom swoje doświadczenie bojowe.

Choć poligon dronowy w Polsce to raczej wyjątek niż reguła, nazywanie polskiego szkolenia bezużytecznym byłoby nie tylko przesadą, ale i nieprawdą.|

Na przykład Ukraina używa na wojnie mnóstwo sprzętu otrzymanego od krajów NATO – od amerykańskich BMP Bradley po polskie haubice Krab, które już udowodniły swoją skuteczność na polu walki.
Szkolenie z obsługi zachodniego sprzętu jest samo w sobie niezbędne, a możliwość przeprowadzenia go w bezpieczeństwie – gdzie w odróżnieniu od Ukrainy nie grozi ostrzał – czyni je szczególnie cennym.|

Zgadzają się z tym również polscy ochotnicy w szeregach SZU, m.in. „Żurek” (znak zmieniony), który również miał doświadczenie w jednym z europejskich centrów szkoleniowych.
„Szkolenie z obsługi konkretnych zachodnich systemów uzbrojenia, czołgów, instalacji artyleryjskich itp. jest absolutnie niezbędne i ma ogromną wartość – mówi i dodaje – Jeszcze niedawno cywile zdobywają wyobrażenie o taktyce wojskowej i wojnie, a co najważniejsze – uczą się tego w bezpieczeństwie”.

„My napisaliśmy tę książkę i możemy napisać nową”
Zawodowy żołnierz, ochotnik SZU „Żurek” zgadza się, że problemy, o których opowiadają ukraińscy żołnierze i tłumacze, są realne – ale nie tylko w Polsce.\

Jego zdaniem dowódcy NATO są świadomi, jak zmieniła się wojna w ciągu ostatnich lat, ale blokują aktualizację „metodyczek” – bo wtedy musieliby przyznać, że robią coś źle. On sam tak nie uważa.
„To, że 200 lat temu walczyliśmy muszkietami, nie oznacza, że robiliśmy coś źle.
Potem pojawiła się inna broń” – mówi.
„Mówią: «u nas tak jest napisane w podręczniku» – ale my tę książkę napisaliśmy i możemy napisać nową”.

Innym powodem, dla którego szkolenie wojskowe za granicą nie spełnia oczekiwań ukraińskich żołnierzy, według polskiego ochotnika, są „sztabowi” oficerowie – wojskowi z małym lub zerowym doświadczeniem bojowym.

„Żurek” tłumaczy, że często natowscy instruktorzy opierają się właśnie na ich wyobrażeniach o walkach – a te często różnią się od tego, co obecnie przeżywają żołnierze na froncie.
Jednak odpowiedzialność za jakość szkolenia – mówi „Żurek” – leży po obu stronach: Ukraińcy również muszą pracować nad tym, by ich żołnierze otrzymywali lepsze szkolenie.
Przede wszystkim – według niego – ukraińskie dowództwo, które określa cele, potrzeby szkolenia i opisuje warunki walki, powinno przekazywać partnerom prawdziwy obraz.

Wymienia przykłady: brak dowódców na pozycjach, brak komunikacji między sąsiednimi pododdziałami na wspólnym odcinku frontu – aż po problemy z korpusem podoficerskim.
Natowscy instruktorzy prowadzą kursy sierżanckie, a Ukraińcy po powrocie na front, choć formalnie już sierżantami, nie są w stanie wykonywać swoich funkcji.
Często sąsiednie pododdziały nie komunikują się ze sobą – i to również dziwi instruktorów, którzy uczą taktyki i planowania walki.

Jednocześnie istnieje tzw. „syndrom doświadczonego żołnierza” – najczęściej u tych, którzy przeszli kilka walk i przeżyli.
Gdy instruktor bez doświadczenia bojowego coś im mówi, po prostu go nie słuchają – mówi „Żurek”.

Dlatego jego zdaniem szkolenie za granicą powinni prowadzić ukraińscy instruktorzy, którzy „odwalili swoje” na froncie.
Polacy zaś powinni dołączyć do tych szkoleń: obserwować, uczyć się nowego i dzielić się procedurami, które działają skutecznie.
Kto odpowiada za szkolenie za granicą?

Major „Osiemnastka” opowiada, że podczas szkolenia próbował przekonać natowskich instruktorów – Polaków i Czechów – że wojna się zmieniła, więc musi zmienić się też szkolenie.
Czesi – według niego – słuchali, niektórzy robili notatki i próbowali dostosować program w trakcie.
Polacy natomiast tylko wzdychali – „u nas w Polsce takie zasady”.

Na pytanie, czy te uwagi przekazywano również stronie ukraińskiej, major wyjaśnia: przez cały czas na poligonie obecne było „starsze dowództwo” SZU do obserwacji i tworzenia raportów (prosi o niepodawanie kto i skąd).

Sam nie mógł wpływać na treść tych raportów, więc feedback przekazany „na górę” mógł znacząco różnić się od wrażeń bojowych oficerów.

Sztab Generalny SZU w odpowiedzi na zapytanie BBC oświadczył, że regularnie otrzymuje informację zwrotną o szkoleniu za granicą i odpowiednio ciągle doskonali programy „z uwzględnieniem doświadczenia bojowego i przeprowadzonych działań szkoleniowych”.

„Po przeprowadzeniu działań szkoleniowych raporty są otrzymywane stale. Informacje z tych raportów są analizowane i wykorzystywane do wprowadzania jakościowych zmian w procesie szkolenia za granicą” – napisano w oficjalnym liście Sztabu Generalnego, który otrzymała BBC.

Jednak czego dokładnie dotyczy ten feedback i czy jest w nim mowa o tym, że wojna na Ukrainie wygląda trochę inaczej niż na poligonie w Polsce – Sztab Generalny nie ujawnia.
Ministerstwo Obrony Polski w odpowiedzi dla BBC podkreśliło, że nie otrzymało żadnych uwag ze strony ukraińskiej.
„Informujemy, że nie otrzymaliśmy sygnałów wskazujących na niezgodność programów szkoleniowych z potrzebami strony ukraińskiej” – podkreślono w polskim MON.

Jednocześnie zarówno Ukraińcy, jak i Polacy twierdzą, że BSP są w tych programach.
„Podczas szkolenia we wszystkich modułach uwzględnia się i realnie stosuje wykorzystanie różnych typów dronów” – napisano w liście MON Polski.

BBC nie udało się jednak niezależnie zweryfikować, czy rzeczywiście tak jest: Polacy w odpowiedzi na prośbę o pokazanie programów poinformowali, że ze względów bezpieczeństwa ich nie ujawniają, ale dokumenty te są własnością strony ukraińskiej, która może je udostępnić według własnego uznania.

Sztab Generalny poinformował, że nie publikuje informacji o gotowości bojowej i szkoleniu wojsk.

Ponadto – jak poinformowało BBC polskie MON – to strona ukraińska odpowiada za dobór i kierowanie kandydatów na szkolenie.
Strona polska odpowiada za organizację i zabezpieczenie logistyczne.

„Przeprowadzone szkolenie jest wynikiem połączenia oczekiwań strony ukraińskiej oraz możliwości organizacyjnych dowództwa CAT-C i poszczególnych modułów szkoleniowych” – napisano w liście.

Sztab Generalny nie zaprzecza, że główna odpowiedzialność za opracowanie programów leży właśnie po ich stronie.

„Szkolenie odbywa się na podstawie dyrektyw szkoleniowych opracowanych zgodnie z programami szkolenia Sił Zbrojnych Ukrainy” – wskazują w Sztabie Generalnym.