Strona 5 z 6

Re: Zapas żywności na wędrówkę i gorsze czasy według traperów starej szkoły.

: ndz 09 lis 2025, 19:51
autor: Ramzan Szimanow
mar_kow pisze: ndz 09 lis 2025, 19:41

Bo to w sumie najlepsza broń na wyprawę. Resztę kalorii sobie ustrzelisz. Od wróbla po dzika, w zależności na co się trafi. Akurat ciężar wróbla w stosunku do wagi naboju wypada blado ale jest szansa na małe stadko jednym strzałem...
A te sto naboi to nie tak mało. Na jakiś czas wystarczy.
Ostrożnie wykorzystywane zapewnią mnóstwo mięsa.
Kazimierz Nowak to praktykował w drugiej połowie swojej wyprawy. Jego książkę kiedyś tutaj recenzowałem.
Strzelba jest też doskonałym argumentem na bliskie spotkanie z ,,niemilcami".
A nie wdając się w walkę tylko rozsądnie jej unikając kiedy tylko się da takie w zasadzie zostają.
W sumie temat strzelby w ten weekend też odżył. 😁


Edycja. Wracając do tematu

Włodzimierz Korsak
Opisał dość prosty jadłospis na swoje wypady
Dziennie:
0.6 do 1.2 kg sucharów.
57 gram cukru
86 gram wędzonej słoniny
7 gram herbaty
7 gram soli.

Więc tygodniowo
4.2 kg do 8.4 kg sucharów (ok 400 kcal w 100 gram)
400 gram cukru ( ok 400 kcal w 100 gram)
600 gram wędzonej słoniny ( ok 800 kcal w 100 gram)
50 gram herbaty ( 1 kcal w 100 gram)
50 gram soli.

23 201 do 40 000 kilokalori tygodniowo.
(3314 do 5714 kcal dziennie.)
Czyli też było na czym maszerować. Choć głównym paliwem są tu suchary doprawiane soloną słoniną lub maczane w słodkiej herbacie.


Na dwa tygodnie waga jedzenia to od 10.6 kg do 19 kg.


Do tego ciężaru dochodzą opakowania, imbryk/menażka i blaszany kubek a mamy się zamknąć w jego rozpisce w okolicach 14 kg na dwa tygodnie uzupełniając jeszcze wagę ryżem i kostkami bulionu jako odmianą od sucharów.

A zjeżdżając do 2000 kcal dziennie?
To w tej diecie potrzebujemy 3.4 kg prowiantu na tydzień.

Re: Zapas żywności na wędrówkę i gorsze czasy według traperów starej szkoły.

: wt 18 lis 2025, 12:41
autor: Włóczykij
Za gówniarza robiliśmy tygodniowe i dłuższe wypady w góry. Nie pamiętam już ile prowiantu zabieraliśmy, ale nie o to tu chodzi. Jedliśmy głównie konserwy, zupki instant, mięso, jajka. Spaliśmy albo w namiotach, albo pod plandekami. To były czasy sprzed tarpów, ultralekkich namiotów, goretexów itp. coś tam człowiek slyszal o tym ale było to drogie więc trzeba było dźwigać.
Plecak z racji tego ważył dużo. Mój rekord to 43 kg. Waga zmniejszała się bo i zapasów ubywało. Chodzenie z takim ciężarem jest wykonalne jeśli jest się sprawnym fizycznie chłopem. Natomiast nie wyobrażam sobie marszu w warunkach ucieczki z takim ciężarem na plecach.

Re: Zapas żywności na wędrówkę i gorsze czasy według traperów starej szkoły.

: wt 18 lis 2025, 14:14
autor: Ramzan Szimanow
Włóczykij pisze: wt 18 lis 2025, 12:41
Plecak z racji tego ważył dużo. Mój rekord to 43 kg. Waga zmniejszała się bo i zapasów ubywało. Chodzenie z takim ciężarem jest wykonalne jeśli jest się sprawnym fizycznie chłopem. Natomiast nie wyobrażam sobie marszu w warunkach ucieczki z takim ciężarem na plecach.
Za gówniarza to człowiek jeszcze się szczycił ile to ,,przydasie" potrafi zabrać.
Potem dopiero przyszła refleksja jak to było bez sensu.
Co do jedzenia.
Ot, przeliczniki.
Wychodzi że przy użyciu prostych produktów z lokalnego sklepu idzie zrobić w miarę lekki tygodniowy zapas.
Który jest przy tym objętościowo zwarty w przeciwieństwie do współczesnych ,,esek".


Co do Rufusa i jego 3000 kcal na dzień jadąc rowerem późną jesienią.
Według zamieszczanych na bieżąco relacji jest ciągle głodny.

Re: Zapas żywności na wędrówkę i gorsze czasy według traperów starej szkoły.

: wt 18 lis 2025, 14:25
autor: Włóczykij
Co do rodzajów zapasów to myślę że wybór zależy przede wszystkim od tego na co się nastawiamy. Na szybki wielodniowy marsz zabrałbym tzw maximum w minimum czyli np racje SO. Na zapasy stacjonarne i spokojna wędrowkę wybiorę podobnie jak Rufus.

Re: Zapas żywności na wędrówkę i gorsze czasy według traperów starej szkoły.

: wt 18 lis 2025, 15:49
autor: BoldFold
Nie wiem gdzie rzeczony Rufus się przemieszcza, ale wyraźnie wcześniej zaznaczyłem, że 3000kal na dobę przy wysiłku i zmianach dobowych temperatury to za mało. Wymagania w takich warunkach to bliżej 4000kal, czyli brakuje tego 1000kal. I to jest nauka z tej wyprawy, bardzo ciekawe jak to dalej się rozwinie.

Teraz kolejny punkt; jeżeli jesteś wypoczęty i dobrze odżywiony to 7-10 dni forsowania organizmu przy zmniejszonych racjach żywnościowych krzywdy nie zrobi, bo wracamy do chałupy i się najemy i odpoczniemy. To taki turystyczny wypad +-.

Punkt ostatni do przemyślenia, muszę się ewakuować (wojna) i nie wiem gdzie wyląduję, ani jak długo mi to zajmie, ale najważniejsze to czy wróg będzie się pytał czy zaczekać bo ja nie potrafię więcej jak 30 km przejść? Czy to jest zrozumiałe? Jak w tym kontekście brzmi opinia "a bo SO mi nie smakują" Jeżeli w tym przypadku poświęcam tylko siebie bo jestem singlem to ok, ale narażać rodzinę z takiego powodu?

Teraz co do opinii, "ja się nigdzie nie ruszam" jak usłyszysz od uciekinierów o okropieństwach jakich dopuszczają się "orkowie" to myślę "siebie poświęć" ale bliskich czyli syna wywiozą i zrobią z niego orka, co zrobią córce, żonie pomyślcie. To są niebezpieczeństwa niejako dodane ode mnie wbrew "Konwencji Genewskiej" Ale zwykłe działania militarne, też mogą spokojnie zrobić kaleki bez rąk i nóg ze zrytą psychiką. No ok, to jednak uciekam, a gdzie mam to wszystko co niezbędne dla każdego członka uciekającej rodziny?

Na koniec dywersyfikacja, oczywiście że zapasy można i koniecznie należy podzielić na kilka kategorii;
militarne tu w mojej ocenie racje (niedużo) francuskich i SO lub coś podobnego SO
konserwy i cała otoczka żywnościowa z supermarketu
weki konserwy i wszelkie przetwory własnego wyrobu
warzywa w tym bezwzględnie ziemniaki i zboża przechowywane w stanie "surowym" Topinamburu to nawet z ziemi nie trzeba wykopywać na zimę
hodowla drobiu, królików, owiec kameruńskich, jak ktoś ma możliwość to nawet świniaka można.

Punkt 4 i 5 powoduje z automatu zasilanie w pkt 3 i to na 2 płaszczyznach;
albo zaopatruję się u rolnika w potrzebne artykuły, albo jeśli mogę to sam uprawiam ogródek i sad. Kolejno można zająć się zbieractwem, wprawne oko i trochę sprytu i można zebrać dzikie jabłka, śliwki, czy orzechy i wiele innych. Z własnego doświadczenia dodam, że normą jest że trochę zbieram np jabłka na ocet, trochę kupuję np pomidory, ziemniaki, a sporo uprawiam, czy też hoduję.
Dodatkowo to pkt 4 i 4 pozwala też zrezygnować z lodówki, co będzie bardzo prawdopodobne, przy braku energii el.

Re: Zapas żywności na wędrówkę i gorsze czasy według traperów starej szkoły.

: wt 18 lis 2025, 17:05
autor: Ramzan Szimanow
Włóczykij pisze: wt 18 lis 2025, 14:25 Na szybki wielodniowy marsz zabrałbym tzw maximum w minimum czyli np racje SO. Na zapasy stacjonarne i spokojna wędrowkę wybiorę podobnie jak Rufus.
BoldFold pisze: wt 18 lis 2025, 15:49 Jak w tym kontekście brzmi opinia "a bo SO mi nie smakują" Jeżeli w tym przypadku poświęcam tylko siebie bo jestem singlem to ok, ale narażać rodzinę z takiego powodu?

Teraz co do opinii, "ja się nigdzie nie ruszam" jak usłyszysz od uciekinierów o okropieństwach jakich dopuszczają się "orkowie" to myślę "siebie poświęć" ale bliskich czyli syna wywiozą i zrobią z niego orka, co zrobią córce, żonie pomyślcie. To są niebezpieczeństwa niejako dodane ode mnie wbrew "Konwencji Genewskiej" Ale zwykłe działania militarne, też mogą spokojnie zrobić kaleki bez rąk i nóg ze zrytą psychiką. No ok, to jednak uciekam, a gdzie mam to wszystko co niezbędne dla każdego członka uciekającej rodziny?

Na koniec dywersyfikacja, oczywiście że zapasy można i koniecznie należy podzielić na kilka kategorii;
militarne tu w mojej ocenie racje (niedużo) francuskich i SO lub coś podobnego SO
konserwy i cała otoczka żywnościowa z supermarketu
weki konserwy i wszelkie przetwory własnego wyrobu
warzywa w tym bezwzględnie ziemniaki i zboża przechowywane w stanie "surowym" Topinamburu to nawet z ziemi nie trzeba wykopywać na zimę
hodowla drobiu, królików, owiec kameruńskich, jak ktoś ma możliwość to nawet świniaka można.

Punkt 4 i 5 powoduje z automatu zasilanie w pkt 3 i to na 2 płaszczyznach;
albo zaopatruję się u rolnika w potrzebne artykuły, albo jeśli mogę to sam uprawiam ogródek i sad. Kolejno można zająć się zbieractwem, wprawne oko i trochę sprytu i można zebrać dzikie jabłka, śliwki, czy orzechy i wiele innych. Z własnego doświadczenia dodam, że normą jest że trochę zbieram np jabłka na ocet, trochę kupuję np pomidory, ziemniaki, a sporo uprawiam, czy też hoduję.
Dodatkowo to pkt 4 i 4 pozwala też zrezygnować z lodówki, co będzie bardzo prawdopodobne, przy braku energii el.
Z drugiej strony SO to ok 490 kcal w 100 gram.
Orzechy włoskie 700 kcal w 100 gram.
Solona słonina do nawet 800 kcal w 100 gram.

Można w tej samej masie zabranego jedzenia mieć dziennie nie 2000 a ponad 3000 kcal.
Lub jak sugeruje @Szebora, mieć co podgryzać o wiele dłużej.
I zostaje w sumie ,,A bo mi sało i orzechy nie smakują."

Pełna zgoda z dywersyfikacją.

Re: Zapas żywności na wędrówkę i gorsze czasy według traperów starej szkoły.

: wt 18 lis 2025, 21:42
autor: BoldFold
Opieranie się na słoninie i orzechach wbrew pozorom z powodu ich dużej kaloryczności nie jest dobrym pomysłem. Ale tutaj trzeba wejść trochę głębiej w temat co i jak człowiek trawi i jak długo, pory dnia, łączenia/bądź unikania łączenia pewnych produktów, jak również wartości odżywczych, czyli nie tylko kompletności w zakresie wartości pożywienia, ale i tych jego właściwych proporcji, a także długości trawienia. Opieranie wyłącznie na kaloryczności jest niekoniecznie właściwą drogą. Swoją drogą spirytus też ma coś koło 700 kcal w 100gramach ;)

Re: Zapas żywności na wędrówkę i gorsze czasy według traperów starej szkoły.

: wt 18 lis 2025, 21:50
autor: Ramzan Szimanow
BoldFold pisze: wt 18 lis 2025, 21:42 Opieranie się na słoninie i orzechach wbrew pozorom z powodu ich dużej kaloryczności nie jest dobrym pomysłem. Ale tutaj trzeba wejść trochę głębiej w temat co i jak człowiek trawi i jak długo, pory dnia, łączenia/bądź unikania łączenia pewnych produktów, jak również wartości odżywczych, czyli nie tylko kompletności w zakresie wartości pożywienia, ale i tych jego właściwych proporcji, a także długości trawienia. Opieranie wyłącznie na kaloryczności jest niekoniecznie właściwą drogą.
Tylko czy rozwinięcie drugowojennej ,,blee czekolady" jest tu na pewno lepsze?
Zwłaszcza że słonina i orzechy to pożywienie które człowiek, wiec i jego układ pokarmowy zna jeszcze z czasów przed wynalezieniem ognia.

No i nie chodzi tutaj o ciągłe żywienie się tymi dwoma rzeczami.
Tylko tydzień, dwa ewakuacji.
Lub żelaznym zapasie do uzupełniania kolorycznego tego co się uda znaleźć.

Re: Zapas żywności na wędrówkę i gorsze czasy według traperów starej szkoły.

: śr 19 lis 2025, 11:03
autor: BoldFold
No przecież o tym piszę, DYWERSYFIKACJA, jest mi obojętne co kto będzie jadł, ale nie chcę by czytający pobieżnie forum odnieśli wrażenie, że polecamy do plecaka pakować konserwy i zagryzać słoninę orzechami :lol: Przeglądałem spisy racji żywnościowych i choć słonina występuje to orzechy wcale. Zacząłem się zastanawiać dlaczego i wychodzi, że one są dość ciężkostrawne i do tego potrzebują dużo wody do trawienia, zaleca się wręcz orzechy namaczać.

Nie trzeba się cofać do neandertalczyka, aby poczuć chęć wymiotów na widok żarcia, Azja tu głównie występuje, ale Afryka też daje radę.

Więc coś lekkostrawnego, taniego w zakupie, prostego i nieskomplikowanego w przechowywaniu, a słonina potrafi syfu w plecaku narobić (SO nie wymagają lodówki a ja wożę żelazne racje w samochodach) i do tego bez bez konieczności gotowania. Co tu jest do rozumienia? Nie żebym nie miał słoniny w papryce, szynek, kiełbas, boczków i mięs mielonych, że o orzechach nie wspomnę. Tylko po co to do plecaka ewakuacyjnego pakować? W zimie słonina robi się twarda, a w lecie płynie.

Re: Zapas żywności na wędrówkę i gorsze czasy według traperów starej szkoły.

: czw 20 lis 2025, 00:11
autor: Ramzan Szimanow
BoldFold pisze: śr 19 lis 2025, 11:03 No przecież o tym piszę, DYWERSYFIKACJA, jest mi obojętne co kto będzie jadł, ale nie chcę by czytający pobieżnie forum odnieśli wrażenie, że polecamy do plecaka pakować konserwy i zagryzać słoninę orzechami :lol: Przeglądałem spisy racji żywnościowych i choć słonina występuje to orzechy wcale. Zacząłem się zastanawiać dlaczego i wychodzi, że one są dość ciężkostrawne i do tego potrzebują dużo wody do trawienia, zaleca się wręcz orzechy namaczać.

Nie trzeba się cofać do neandertalczyka, aby poczuć chęć wymiotów na widok żarcia, Azja tu głównie występuje, ale Afryka też daje radę.

Więc coś lekkostrawnego, taniego w zakupie, prostego i nieskomplikowanego w przechowywaniu, a słonina potrafi syfu w plecaku narobić (SO nie wymagają lodówki a ja wożę żelazne racje w samochodach) i do tego bez bez konieczności gotowania. Co tu jest do rozumienia? Nie żebym nie miał słoniny w papryce, szynek, kiełbas, boczków i mięs mielonych, że o orzechach nie wspomnę. Tylko po co to do plecaka ewakuacyjnego pakować? W zimie słonina robi się twarda, a w lecie płynie.
Kto to w temacie SO pisał o chińskim przysłowiu ,,Picia jedzenia i jedzenia picia." żeby te batony z ,,bułki tartej z cukrem" przełknać?
Więc czemu to ma być taki problem z orzechami.
Których przecież nie trzeba gotować.
Bierzesz małą garść i jesz.
Tak jak z tym nieszczęsnym sałem.
Odkrawasz po kawałku nożem i żujesz.

To są rzeczy co normalnie zużywa się w kuchni więc na bieżąco rotuje zamiast kompostować na dnie szafy i po latach odkryć że coś się nimi szybciej zainteresowało.
A Seven Oceans są niestety w dość lichym opakowaniu.

Ale jeśli ktoś zrobi ten ,,straszliwy błąd" i zamiast egzotycznych racji z jakiegoś sklepiku internetowego weźmie to solone sało i orzechy musząc uciekać to umrze w męczarniach?
Albo spakuje jedzenie bazując na którejś z innych wymienionych tu rozpisek które przeliczałem na 2000 kcal dziennie i 7 dni żeby były porównywalne.

Co do makro i mikroelementów.
Można porównać.
I zobaczyć że te przykładowe orzechy oraz solona słonina wcale jałowe nie są.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek