Ręczne narzędzia do warsztatu Przygotowanego

O pomieszczeniu w którym tworzymy, naprawiamy i radzimy sobie z problemami :)
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
1411
Posty: 3026
Rejestracja: ndz 02 wrz 2018, 14:15
Lokalizacja: Śląsk
Kontakt:

pn 14 wrz 2026, 21:54

Czołgiem ferajna!

Temat siedzi mi w głowie od dłuższego czasu, ale życie (i brak twórczości)... Pogoniły mnie dni płodne po Urodzinach Pana Borsuka, czy raczej natchnęło to wszechobecne webasto :D

Nie deprecjonuje, ani nie skaluje jakości narzędzi ręcznych w stosunku do elektrycznych, czy spalinowych. Żyjemy jednak w czasach, które już z wolna pokazują, iż zmierzamy w stronę upadku. Ceny paliw na stacjach, ceny prądu w regularnie dostarczanej fakturze powinny dawać do myślenia. Lektura książki, którą poznaję dzięki uprzejmości @mar_kow Piero San Giorgio "Przetrwać upadek cywilizacji i przeżyć. Praktyczny przewodnik" także nawiązuje do sedna sprawy o jakiej chcę tutaj napisać. O ile mechanizmy napędzane energią elektryczną lub paliwem, zaoszczędzają nam czas i zdrowie (i czasami nerwy - choć nie zawsze), nie powinniśmy zapominać o, he he, analogowych odpowiednikach, z których powstały obecne, zelektryfikowane narzędzia. I tutaj część z czytających zapewne jest z roczników, które uczyły się, bądź świadomie i z przeszkoleniem używały takowych (to raczej nie jest wpis dla Was, chyba że w formie przypomnienia), a wpis dla posiadaczy "młodszego" PESELa, aby zobaczyli, że w ogóle istnieją ręczne narzędzia do wielu prac warsztatowych. Świadomość ich istnienia, to jedno. Ważniejszym jest, aby nauczyć się ich obsługi. Teraz. Dopóki prąd jest w gniazdkach i dopóki stać nas na opłacanie rachunków. Nauka może być i często bywa bolesna, nawet dosłownie (kto się przeciął żelazkiem od struga, na pewno rozumie), zatem lepiej ją podjąć obecnie.

W tym wpisie zaprezentuję kilka ręcznych narzędzi, głównie do drewna. Sam wpis ma być wprowadzeniem do innego tematu, jakim będą porady warsztatowe z użyciem wielu zapomnianych już "podstępów". Czyli "tipsów" :lol: Zapraszam do lektury, merytorycznego biczowania, jak i uzupełniania tematu, gdyż raczej dzisiaj nie wyczerpię zasobów - chociażby z braku zdjęć do wszystkich urządzeń. Dzisiaj sprawa wiertarki...


1. Wiertarka ręczna

wiertarka r1.jpg
Mamy tutaj do czynienia z polską wiertarką (po lewej), oraz poniemiecką (po prawej). Korzystanie z tej pierwszej może być znane szerszej publiczności ;) Trzeba się ciut przestawić w używaniu jej, gdyż jedną ręką dociskamy od góry, a drugą kręcimy - zataczamy okręgi wokół osi wiertła. Sztuka trudną nie jest, jednak wymaga ćwiczeń, aby opanować korzystanie z narzędzia. Poniemiecka jest bajecznie prosta: dociskamy od góry i trzymamy za drewniany i nagwintowany element, widoczny na zdjęciu, który przesuwa się wraz z naszą dłonią na osi góra-dół. Banalnie prosta, jednak nie trwała. Drewniany element, choćby i z dębiny, z czasem się wyrabia i weź człowieku dorób sam. Ale jako ciekawostka myślę że warto ją zaprezentować. Nie gmerałem w historii narzędzi, aby określić okres, w jakim była wykorzystana - do samodzielnych wyszukiwań zapraszam szanownych Czytelników. Jeśli kiedyś posługiwano się takim modelem, znaczy że działał.

wiertarka r2.jpg.jpg

Po lewej wiertarka angielska, nome omen Stanley, oraz wiertarka niemiecka. Do tej drugiej podobna była polska wiertarka, tyle że w obudowie. Podobna poprzez posiadanie stalowej kolby, którą można było wykorzystać do zaparcia się ciałem, aby zwiększyć siłę nacisku. W przypadku rękojeści a'la dłuto (jak w prezentowanym Stanley'u), nacisk nie jest tak wygodny, ale możliwy. Kwestia wprawy.

Wszystkie zaprezentowane modele można wykorzystać jako wiertarki ręczne do drewna jak i metalu czy cegieł/ścian - kwestia wiertła. Wszystkie posiadają futerko, w którym takowe wiertło można zamocować. Dla mnie są ciekawostką jak i alternatywą na gorsze czasy. Przy czym osobiście nie dysponuje wszystkimi tutaj zaprezentowanymi modelami, moją własnością są jedynie dwie wiertarki - polska i angielska. Jeśli mam czas - a zdarza się to cholernie rzadko - sięgam po nie. Jest jeden patent związany z wiertarką ręczną, polską lub tą z kolbą - otóż można się nieźle zaprzeć i wykręcać nią zapieczone śruby. Tego nie zawsze potrafi elektryczne narzędzie. Nie musicie wierzyć, spróbujcie sami :!:

Dość na dziś... Widzimy się w kolejnych odcinkach.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Obrazek
Awatar użytkownika
1411
Posty: 3026
Rejestracja: ndz 02 wrz 2018, 14:15
Lokalizacja: Śląsk
Kontakt:

wt 15 wrz 2026, 16:56

Powitać, dzisiaj dokończymy kwestię wiercenia. No, powiedzmy, ale o tym co jeszcze, będzie w innym temacie. Ręczne wiertarki to już złożony mechanizm, natomiast poprzedzały je samobieżne wiertła, czyli świdry. Świder jaki jest, każdy widzi, np. na poniższych zdjęciach. Po prawej mamy dwa małe świderki, robiące mniejsze kuku drewnu, natomiast po lewej mamy duży świder z drewnianą poprzeczką, który obsługujemy obiema rękami. Ten już robi duże kuku. Podobne stosowano np. przy nawiercaniu bali drewnianych, które potem łączono drewnianymi czopami, wbijanymi w miejsce wierceń. Tak budowano dawniej drewniane chaty. Takim dużym świdrem można sobie także nawiercić osławioną pochodnię szwedzką, czyli tymczasowe kuchenko-ognisko. Spróbujemy może w przyszłym roku na Urodzinach wykonać takowe.


swidry.png
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Obrazek
Awatar użytkownika
1411
Posty: 3026
Rejestracja: ndz 02 wrz 2018, 14:15
Lokalizacja: Śląsk
Kontakt:

wt 15 wrz 2026, 17:14

W dzisiejszym odcinku pojawił się niespodziewany hit. Sprytne urządzenie o którym mowa, to w gwarze śląskiej szlauchowa, a po polsku szlauchwaga :) To nieskomplikowane ustrojstwo jest niczym innym, jak wodną poziomicą. Stosowano je na dłuższych odległościach, gdzie nawet dwumetrowa poziomica to za mało. Miast używać poziomicy i sznurka, miast używać cudu techniki zwanego laserem (cywilizacja upada, prądu ni ma i nie będzie), wciąż możemy szalenie precyzyjnie wyznaczyć poziom przy wykonaniu wszelkich prac ziemnych. Prawdę powiedziawszy, taka poziomica wodna jest bardziej wiarygodna (w mojej opinii) niż laser. Nie dlatego że laser jest zły i paskudny, a ja wolę wieki minione, lecz dlatego że może być źle wykonany (masówka), może mieć słabe baterie. Czy to wystarczy? W szlauchwadze trzeba jedynie zwrócić uwagę, czy w rurce napełnionej wodą nie ma pęcherzyków powietrza, aby poziom na dwóch końcach się zgadzał.
Trafiłem na nią dzisiaj i dopiero sobie przypomniałem o istnieniu takiego rozwiązania. Lata całe nie zetknąłem się w praktyce ze szlauchwagą (po prostu to nie moja branża), jednak krótkie zerknięcie w znany portal aukcyjny pokazało mi, że narzędzie te jest wciąż w sprzedaży, a filmiki na tubce opisują zasadę działania. Wrzucam zdjęcie jednej części urządzenia, natomiast całość na przypadkowo wybranym kanale yt, abyście zapoznali się z zasadą działania szlauchwagi. Od siebie dodam jeszcze, że jak zobaczycie, wężyk łączący w sprzedaży ma 20m i dlaczego to nie ma znaczenia, jeśli macie dystans jedynie 12m do zmierzenia poziomów? Gdyż wężyk może luźno leżeć na ziemi i nie ma to wpływu na odczyt. To jest tak proste! Woda nie kłamie :lol:
Jak zobaczycie na filmiku, można ją wykonać samemu z dwóch większych strzykawek i wężyka.


https://youtube.com/shorts/HVcdi7dvzl8? ... tkif96mVnk
szlauchwoga.jpg
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Warsztat i narzędzia”